Z Bochni i Zarzecza do Katowic

Migawki z okresu dwudziestolecia międzywojennego z perspektywy moich przodków, którzy związali swoje losy ze stolicą Górnego Śląska.

Jak opisać ten czas, okres następujący po doświadczeniach pierwszej wojny światowej, plebiscytach, powstaniach i wreszcie wojnie polsko-bolszewickiej? W historii każdego narodu istnieją okresy szczególne. Okresy walki, entuzjazmu, budowania i tworzenia, w końcu marazmu i dekadencji. Lata międzywojenne jawią się jako czas niezwykłej wprost mobilizacji wszystkich żywotnych sił narodu, Mobilizacji, która miała doprowadzić do odbudowy i prawdziwego rozkwitu państwa. Co przyniosło dwadzieścia lat względnego spokoju? Nie tylko scalenie trzech jakże różnych systemów prawnych i administracyjnych, powołanie jednolitej administracji państwowej, wojska i policji, pokonanie hiperinflacji, budowę Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego, ale i powstanie autonomicznego województwa śląskiego z własnym organem ustawo-dawczym – Sejmem Śląskim i daleko idącą samodzielnością gospodarczą i polityczną.

Gdy 16 czerwca 1922 roku generał Stanisław Szeptycki na czele oddziałów Wojska Polskie go wkraczał do Katowic, witała go brama triumfalna udekorowana flagami z napisem: „Niech żyje Polska, Niech żyje Górny Śląsk”. Ponad dwadzieścia lat wcześniej w katowickim gimnazjum Wojciech Korfanty tak zwrócił się do swojego młodszego kolegi Konstantego Wolnego: Ty jesteś Polakiem... Zapewne słowa te zapadły Kon-stan temu Wolnemu głęboko w pamięć i wspominał je wtedy, gdy działał w Polskim Komisariacie Plebiscytowym, gdy wraz z Józefem Buzkiem pracował nad statutem organicznym województwa śląskiego, gdy przez trzy kadencje piastował funkcję marszałka Sejmu Śląskiego i w końcu, gdy z okupowanego przez Sowietów Lwowa pisał list do swojego syna, przebywającego w niemieckiej niewoli w Oflagu 11A w Osterode. Chyba najlepiej oddać tutaj głos samemu marszałkowi, który podczas przemówienia w dziesiątą rocznicę trzeciego powstania śląskiego powiedział: [...] Za obowiązek mój w dniu dzisiejszym mogę uważać tylko wspomnienie o tych, którzy nas uczyli miłości Ojczyzny, którzy swą ofiarną pracą do Polski nas przywiedli, bez względu na to, czy sławne są dziś ich imiona, czy też do szarych mas należeli. Im i Tym, którzy za wolność naszą polegli, cześć! A teraz jedno jeszcze zaznaczyć mi wypada. Pomimo różnic politycznych i wyznaniowych, pomimo że nie chcemy sięgać po obcą własność, wszyscy Polacy Województwa śląskiego odczuwają w głębi swych serc obowiązek obrony granic zagwarantowanych traktatami. Jesteśmy gotowi na każdy zew szafarza naszej krwi i naszego mienia, Prezydenta Naj jaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej stanąć w obronie tej drogo wywalczonej wolności. Za najważniejszy zaś obowiązek uważamy w tych samych zasadach wychować nasze dzieci. Kończę słowami „Najjaśniejszej Rzeczy pospolitej Polskiej cześć i hołd!”

Wypada mi zgodzić się z poglądem, określającym Andrzeja Bajdę jako „selfmade mana”. Niewątpliwie ogromna siła woli i żelazna konsekwencja działania doprowadziły, urodzonego w 1875 roku w Brzeźnicy pod Bochnią mojego pradziadka, do osiągnięcia szczebli kariery zawodowej, o jakich zapewne nawet nie śnił nikt z jego trzech sióstr i czworga braci. Gdy w maju 1924 roku obejmował stanowisko prezesa Urzędu Kontroli Państwowej w Katowicach, miał już za sobą bogate doświadczenia w służbie państwowej. Decyzją prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Stanisława Wojciechowskiego w lipcu 1923 roku został mianowany Nadzwyczajnym Komisarzem do Walki z Drożyzną. Tak o urzędzie Nadzwyczajnego Komisarza pisała „Gazeta Gnieźnieńska Lech”: [...] Nad zwyczajny komisarz do zwalczania drożyzny został zaopatrzony w szerokie pełnomocnictwa. Wszystkie zagadnienia natury ekonomicznej w związku z drożyzną, wydzielono z odnośnych ministerjów i przydzielono jemu. Poza ten ma on rozstrzygać w sprawach przywozu i wywozu artykułów żywnościowych pierwszej potrzeby, zasiada również z głosem decydującym w Radzie Ministrów oraz komitecie ekonomicznym tejże rady [...]. O działalności Nadzwyczajnego Komisarza pisały najważniejsze gazety w kraju z „Kurierem Warszawskim” i „Ilustrowanym Kurierem Codziennym” na czele, a jedna z jego wypowiedzi „musimy jeszcze trochę poczekać, poczem będzie lepiej” stała się inspiracją do napisania przedstawienia pod tytułem: „Będzie lepiej” wystawianego przez słynny warszawski teatrzyk „Qui pro quo”.

Reforma Władysława Grabskiego położyła kres działalności Komisarza do walki z Drożyzną. Andrzej Bajda został mianowany przez prezydenta RP prezesem Urzędu Kontroli Państwowej w Katowicach. Do wybuchu drugiej Wojny instytucja ta sprawowała nie-przerwanie funkcje kontrolne tak wobec instytucji państwowych i samorządowych, jak i innych podmiotów gospodarczych w autonomicznym województwie śląskim. Jest rzeczą zastanawiającą, że będące podówczas przedmiotem za interesowania urzędu nieprawidłowości były jakże podobne do tych, z którymi mamy obecnie do czynienia. Należały do nich m.in. zagadnienia zamówień publicznych, obrotu węglem czy zaniżania podatków. W sprawozdaniu z 1925 roku przeczytać można między innymi, że: Towarzystwo Skarboferm w Królewskiej Hucie popełniło w latach 1922, 1923, 1924 [...] ukrócenia podatkowe, potrącając od cen węgla różne koszta, które de facto były ukrytą częścią ceny sprzedażnej węgla [...], gdzie indziej dowiadujemy się, że [...] przeprowadzona kontrola w browarach „Obywatelskim” księcia Pszczyńskiego ujawniła nieusprawiedliwiony ubytek piwa. W wyniku tej interwencji Urzędu Kontroli wpłacono do Skarbu Śląskiego tytułem dodatkowego podatku kwotę 26.036 zł.

Z racji swojej funkcji Andrzej Bajda uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach lat 1924–1939 w województwie śląskim. Jego postać widnieje na dziesiątkach zdjęć przed-stawiających sesje Sejmu Śląskie go, uroczystości związane ze świętami państwowymi, wizytami Prezydenta RP i innymi wydarzeniami. Trudno wyobrazić sobie, aby oddanie do użytku inwestycji takich, jak np. budowa Śląskich Naukowych Zakładów Technicznych, kolei do Ustronia, Zamku Prezydenta w Wiśle i wielu, wielu innych odbywała się bez udziału prezesa instytucji, która sprawowała kontrole nad ich powstawaniem.

Andrzej Bajda uczestniczył również w licznych działaniach o charakterze społecznym, by wspomnieć tylko o Komitecie Obywatelskim 15. rocznicy III Powstania Śląskie go, Lidze Obrony Przeciw lotniczej i Przeciw gazowej czy Towarzystwie Polsko-Węgierskim.

W 1927 roku, z inicjatywy Andrzeja Bajdy powstało Koło Towarzyskie w Katowicach. Jak podaje „Gazeta Urzędowa Województwa śląskiego”: Do rejestru stowarzyszeń str. 226 wpisano w dniu 20 grudnia 1927 stowarzyszenie „Koło Towarzyskie w Katowicach”, stowarzyszenie zapisane. Statut uchwalono dnia 15 grudnia 1927 r. Wśród członków założycieli, którzy zebrali się w gabinecie Mar szał ka Sejmu Śląskiego, widnieją nazwiska Konstantego Wolne go, wojewody dr. Michała Grażyńskiego, dr. Tadeusza Salo niego – późniejszego wice-wojewody, ks. kanonika Emila Szramka, dr. Henryka Jarczyka, prezydenta Katowic dr. Adama Kocura, Stanisława Ligonia i wielu innych czołowych postaci ówczesnych śląskich elit. Czym było Koło Towarzyskie? Najlepiej wyjaśnia to sam jego założyciel i prezes: [...] my członkowie Koła Towarzyskiego stanowić będziemy wielką rodzinę polską, która jednoczyć winna w swym łonie całą inteligencję zamieszkałą w tej prastarej dzielnicy polskiej i to bez różnicy, czy losy złączyły nas z tą ziemią śląską od dawien dawna i na stałe, czy też może niedawno dopiero i przejściowo, wreszcie bez względu na zabarwienie polityczne lub przynależność partyjną. W tym lokalu klubowym zebraliśmy się dzisiaj i zbierać będziemy – jakby w domu rodzinnym, aby tutaj bliżej się zapoznawać i stosunki przyjacielskie nawiązywać, bo stowarzyszenie nasze służyć ma wyłącznie celom rozbudzenia i ożywienia życia towarzyskiego, celom podniesienia i pogłębienia kultury polskiej, a wreszcie celom pielęgnowania myśli polskiej za pomocą okolicznościowych odczytów, wykładów oraz koncertów muzycznych. Dość mamy rozterek w życiu publicznemu, zatem w klubie tym pragniemy otworzyć przystań dla życia prywatnego, asyl dla krzepnięcia i wzmacniania skołatanych nerwów [...]. I tak w wynajętym przez stowarzyszenie lokalu przy ulicy 3 Maja 11 do chwili wybuchu drugiej wojny światowej odbywa się działalność, której 5 maja 1929 roku tak życzył prezydent RP Ignacy Mościcki Towarzyskiej i Kulturalno-oświatowej placówce na prastarej Ziemi piastowskiej Szczęść Boże.

28 stycznia 1897 roku przyszedł na świat w Zarzeczu Ludwik – i Józefa Kobielów, którzy jako pierwsi uczyli go przywiązania do ziemi przodków. Tutaj ukończył szkołę powszechną, a w 1917 roku zdał maturę. Jako student filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, podczas udzielania kore-petycji, poznał młodszą córkę Andrzeja Bajdy – Krystynę. Po otrzymaniu absolutorium pracował najpierw jako nauczyciel w Bielsku, a następnie do 1925 roku w Orłowej na Zaolziu. W domu Andrzeja Bajdy w Tenczynku 10 lipca 1926 roku odbyło się wesele Ludwika Kobieli i Krystyny Bajdówny. Wśród zachowanych po dziś dzień pamiątek rodzinnych uwagę zwraca potężny plik telegramów z życzeniami dla młodej pary, w tym gratulacje m.in. od wielu posłów Sejmu Śląskiego i gen. Józefa Hallera. Niedługo potem małżonkowie zamieszkali w Katowicach, a pan młody podjął pracę jako profesor gimnazjalny. Trudno powiedzieć czy obecni propagatorzy gwary śląskiej zdają sobie sprawę z faktu, że już wtedy Ludwik Kobiela publikował swoje utwory (np. Gorejący skarb) i prowadził przy współpracy ze Stanisławem Ligoniem audycje radiowe w gwarze śląskiej. W swojej twórczości często powracał do krainy tak dobrze znanej mu ze swego dzieciństwa (warto tu wspomnieć „Żabi kraj” – zbiór opowiadań opublikowany w Cieszynie w 1935 roku i „Bastion” – powieść z życia Polaków zaolziańskich, drukowana w „Tempie Dnia” w 1939 roku). Zamiłowanie do folkloru zaowocowało następnie wieloma publikacjami dokumentującymi śląskie tradycje ludowe. To w Katowicach, w domu przy ulicy Poniatowskie go 22 w maju 1931 roku przyszedł na świat pierworodny syn Bogumił – późniejszy aktor teatralny i filmowy, a cztery lata później je go młodszy brat Marek.

Wydarzenia lata 1939 roku nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Wojna wisiała na włosku, a to, że wkroczenie na Śląsk Niemców wyposażonych w przygotowane uprzednio listy proskrypcyjne może być delikatnie mówiąc „niebezpieczne”, wiedział każdy. Andrzej Bajda przeprowadził ewakuację Urzędu Kontroli Państwowej z Katowic do Lwowa, gdzie nie długo potem, wraz z m.in. Józefem Potyką, Janem Kojem i Konstantym Wolnym współtworzył Komitet Uchodźców Śląskich we Lwowie. Pieczołowicie zapakowane za radą gen. Józefa Zająca, który uważał, że linia frontu przebiegać będzie właśnie przez Tenczynek, i wysłane koleją do Lwowa srebra i inne wartościowe przedmioty spłonęły na dworcu kolejowym we Lwowie podczas pierwszego nalotu bombowców niemieckich na miasto. Niebawem rodzinie przyszło ponownie uciekać do ogołoconego z własnej woli Tenczynka, tym razem przed sowiecką nawałnicą. W tym samym czasie Ludwik Kobiela schronił się przed Niemcami wraz z żoną i synami w Bochni, gdzie przebywał do końca wojny. Rok 1945, rok upragnione-go wyzwolenia i odzyskania utraconej państwowości nie okazał się czasem radości. Jak wspominał mój pra dziadek: Po wypędzeniu Niemców ze Śląska [...] przystąpiłem do zorganizowania na nowo Urzędu Kontroli Państwowej. Gdy już przystąpiłem do prawidłowego urzędowania według instrukcji przedwojennych, zjawił się delegat Biura Kontroli przy Krajowej Radzie Państwa i w imieniu Ob. Grubeckiego Dyrektora tegoż Biura, dokonał likwidacji na nowo zorganizowanego urzędu [...]. W związku z tą decyzją zwolniono wszystkich urzędników [...]. Jednocześnie polecił Dyr. Grubecki, abym zwrócił Wydziałowi finansowemu Woj. Śląskiego całą sumę, jaką podjąłem na poczet uruchomienia Urzędu [...]. Wskutek tego zarządzenia musiałem pokryć z własnych funduszów przeszło 11.000 zł, których mi nigdy nie zwrócono, chociaż później powołano do życia Najw. Izbę Kontroli. Nie długo później, bo 30 grudnia 1945 roku przedwcześnie zmarł Ludwik Kobiela, od kilku miesięcy pełniący funkcję naczelnika wydziału kultury Urzędu Miasta w Katowicach. Rodzina musiała zmierzyć się z niełatwą rzeczywistością po wojennej, rządzonej przez komunistów, Polski. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść...

Łukasz Kobiela

Obchody 15. rocznicy powrotu Górnego Śląska do Polski. Od lewej: wojewoda śląski dr Michał Grażyński, minister Eugeniusz Kwiatkowski, prezes Andrzej Bajda i marszałek Sejmu Śląskiego Karol Grzesik. Piekary Śląskie, 20 czerwca 1937 r.
Na spacerze w Katowicach: od lewej: Krystyna i Ludwik Kobielowie z synem Bogumiłem oraz Maria i Andrzej Bajdowie
Wróć do strony głównej